Różaniec Rodziców za Dzieci - tworzymy nową Różę pw. św. Ojca Pio
- czytaj więcej 


Uwaga

Miłość Małżeństwo Rodzina

Bryk z miłości

Odchodzimy z domów rodzinnych

W życiu młodego małżeństwa ważnym priorytetem jest samodzielne mieszkanie, chociażby w bardzo skromnych warunkach. Małżeństwo potrzebuje autonomii, warunków do pełniejszego poznania siebie nawzajem, nauczenia się podejmowania wspólnych decyzji i wprowadzania własnych porządków w domu. Mąż i żona potrzebują warunków, w których spełni się podstawowe przesłanie z Księgi Rodzaju „Opuści ojca swego i matkę swoją i połączy się z żoną swoją tak ściśle, że będą «jednym ciałem»”. Mieszkanie wspólne z rodzicami utrudnia i zazwyczaj uniemożliwia stanie się jednym ciałem. Z domów rodzinnych wynosimy przyzwyczajenia i nawyki, które teraz, w naszym małżeństwie, stają się często anachroniczne. Pozostawanie w domu rodzinnym wzmacnia te przyzwyczajenia i utrudnia budowanie nowych – wynikających z nowego układu życiowego, właściwego dla naszego małżeństwa. Zdajemy sobie zazwyczaj sprawę z tego „teoretycznie”. Słyszy się o „nieodciętej pępowinie” utrudniającej budowanie więzi małżeńskiej, ale nie potrafi się zauważyć, że samemu się tego odcięcia nie dokonało. Czasem bez złej woli podporządkowuje się „dobrym” nawykom domu rodzinnego, nie zdając sobie sprawy, że dla współmałżonka nawyki te są trudne. Prawda zaś jest taka, że „dobre” mogą być także inne nawyki, sposób zachowania, gospodarowania, trzymania porządku itp., tylko wypracowany własnym dialogiem, ze względu na własną żonę lub męża, a nie bezkrytycznie przenoszone z domu rodziców.
W warunkach autonomii obu rodzin można także „w dzisiejszych czasach” przeżywać wartość nowoczesnej rodziny wielopokoleniowej. Babcia w takiej rodzinie nadal zazwyczaj pomaga przy wnukach, dziadek np. w budowie domu, naprawie lub kupnie samochodu. Syn nieraz pomaga ojcu opanować nowe programy komputerowe. Rodzina wielopokoleniowa zmienia swój sposób funkcjonowania w porównaniu z poprzednim stuleciem, ale więź między pokoleniami jest nadal bardzo ważna. Jest ogromną wartością i potrzebą. Żeby jednak funkcjonowała prawidłowo, konieczne jest na początku „odcięcie pępowiny”. Dokonać się to musi z ogromną miłością, życzliwością i wzajemnym zrozumieniem. Łagodnie, ale stanowczo i bez lęku. Czerpanie z doświadczenia życiowego rodziców, niejednokrotnie z ich wielkiej mądrości życiowej, czerpanie zarówno z ich wewnętrznej siły, jedności i autorytetu, a czasem wyciąganie wniosków z ich porażek, dramatów i życiowych zawodów może być kluczem do udanego startu w małżeństwie. Jednakże nigdy nie może się to przejawiać podporządkowywaniem się rodzicom.
Dziś wiele osób wyprowadza się do własnego mieszkania jeszcze przed zawarciem małżeństwa. Nie zawsze jednak oznacza to przestawienie się na myślenie niezależne od rodziców. To proces, nad którym trzeba nieraz świadomie popracować.

Wasze pytania

Jesteśmy w takiej sytuacji, że po ślubie będziemy musieli zamieszkać razem z rodzicami. Przynajmniej na jakiś czas. Mają duży dom. Oddzielne wejścia. Może nie będzie tak źle...

Przypominam sobie rozmowę z młodym skonfliktowanym małżeństwem. Długo nie potrafili znaleźć przyczyn tego konfliktu. Okazało się w końcu, że młoda żona nie czuła się gospodynią w kuchni, bo musiała akceptować porządki teściowej, które w porównaniu z własnym domem rodzinnym, zdawały się być zupełnie nielogiczne. Ten problem odbijał się na wszystkich innych płaszczyznach życia młodego małżeństwa. W sytuacji konieczności mieszkania razem z rodzicami niezwykle ważna będzie Wasza rozmowa ze sobą, Wasz dialog na temat bieżących relacji z rodzicami. Żeby żadne trudne uczucia nie kumulowały się, żeby szczerze można było o tym porozmawiać. Potrzebna też będzie świadomość, że napięcia, które będą się w związku z tym rodzić między wami, będą tego skutkiem. Potrzebna będzie bardzo duża wyrozumiałość. Nie należy jednak, jak to się mówi, przeciągać struny. Może się okazać, ze poszukanie własnego mieszkania oznaczać będzie „być albo nie być” Waszego małżeństwa.

Porozmawiajcie ze sobą na następujące tematy:

  1. Jakie uczucia rodzą się we mnie, gdy myślę o swoich rodzicach? Jakie postawy rodzą się we mnie w związku z tym? Co powinienem w sobie przepracować? 
  2. 2. Jakie uczucia rodzą się we mnie, gdy myślę o Twoich rodzicach? Jakie postawy rodzą się we mnie w związku z tym? Co powinienem w sobie przepracować? 
  3. Jakie uczucia rodzą się we mnie, kiedy uświadamiam sobie konieczność podjęcia następujących decyzji: wspólne z żoną/mężem podejmowanie decyzji z wyłączeniem ingerencji rodziców i teściów, budowanie własnego stylu życia w oparciu o wspólne z Tobą cele i wartości oraz wspólnie uzgodnioną hierarchię wartości i hierarchię ważności różnych spraw, budowanie intymności w życiu z Tobą, wyłączając z niej rodziców, nieszukanie arbitrażu rodziców w sytuacji konfliktu między wami, nieuleganie pokusie ucieczki w spokój domu rodziców, bycie gościem u moich rodziców na takich samych zasadach jak Ty, samodzielne określanie celów i środków wychowania naszych dzieci.

Coś o nas

Kiedy jeszcze przed zawarciem małżeństwa snuliśmy z Irenką pierwsze plany na przyszłość, byliśmy najzupełniej zgodni co do tego, że mieszkać będziemy samodzielnie. Wiedzieliśmy, że przyczyną znacznej części rozwodów, już po pierwszym roku małżeństwa, jest konflikt na tle ingerencji rodziców lub teściów. Na własne mieszkanie czekaliśmy blisko dziesięć lat. Ale nie ulegliśmy pokusie mieszkania razem z moimi teściami, chociaż takie propozycje mieliśmy. Może właśnie dlatego, że nasze „razem” uważaliśmy za najważniejsze, uniknęliśmy konfliktów zarówno z jednymi, jak i drugimi rodzicami. Czuliśmy ich więź i wsparcie, ale na zasadzie autonomii. Moja mama w pierwszych latach naszego małżeństwa bardzo nam pomagała, m.in. przywożąc półprodukty na obiad na cały tydzień, a nieraz i gotowe obiady. W warunkach niezwykle intensywnej pracy zawodowej była to dla nas ogromna pomoc. Oboje czuliśmy wdzięczność wobec niej. Mogliśmy w sposób wolny przyjąć tę pomoc, bo nie wiązała się ona z żadnym uzależnieniem. Ale poznaliśmy małżeństwo, w którym mama w podobny sposób chciała pomagać swoim dzieciom i spotkało się to ze stanowczym oporem jej zięcia. Uważał to za policzek wymierzony w ich małżeństwo i pokazywanie, że sobie nie radzą. Odczuwał przez tę pomoc uzależnienie od teściów. A pragnął z nimi relacji w wolności. Inny był w tym małżeństwie układ potrzeb psychicznych, inne niż u nas warunki budowania autonomii. Ważne były szczere, pełne miłości i życzliwości wobec rodziców i teściów rozmowy na wszystkie tematy wokół autonomii naszego małżeństwa.